BOHEMIAN KNOW HOW

Organizacja procesu społecznej kooperacji, konsultacji czy choćby publicznej prezentacji planów, koncepcji i programów wywołuje stres – jak i gdzie „wyjść do ludzi”? Elegancko, mobilnie, komunikatywnie i jeszcze „eco”?
Pragmatyczni Czesi użyli kontenera. Moim zdaniem, to świetny i dobrze opracowany pomysł pracowni projektowej ARTIKUL,

Kontener IPR, otwarty dla gości (źródło: www.artikul.eu)

OGRÓD SPOŁECZNY W MIEŚCIE

Lato w mieście się skończyło, już jesień – „ Zima idzie ku mnie przez park. Szybko przyjdzie wiosna i żar, lato i wakacje i park, w którym znajdę cienie wśród drzew…”[Krzysztof Klenczon, Czerwone Gitary].
Ogrody społeczne (albo ogrody społecznościowe, od angielskich community garden) mogą być sposobem na dobry początek wiosny, która szybko przyjdzie – na ulepszenie życia w mieście, nie tylko poprzez wzmocnienie relacji międzyludzkich, ułatwienie pokonywania przepaści międzypokoleniowej i dystansu, jaki powstaje za sprawą rosnącego rozwarstwienia społecznego ale również dzięki temu, że mieszczanom którzy nie mają działki za miastem czy przyjaciół na wsi, przywraca możliwość osobistego (intymnego) kontaktu z rytmem i cyklami życia natury, przeżywania radości z samodzielnego uprawiania roślin oraz częstego i dłuższego niż zazwyczaj przebywania na zewnątrz budynków, w doborowym towarzystwie innych miejskich ogrodników.
Same korzyści a koszt niewielki. Ogród społeczny może powstać praktycznie wszędzie, gdzie można wydzielić kawałek terenu, który posłuży zainteresowanej grupie osób do wspólnego spędzania czasu i wspólnego prowadzenia ogrodu: warzywnika, różanki, klombu, ogrodu leśnego, trawiastego… Ogród może powstać na kilkudziesięciometrowym skrawku ziemi, gdzie bądź – np. pomiędzy budynkami, gdzie niczego nie da się już zbudować, a wyleniałe trawniki już wszystkim obrzydły…

Ogród społeczny w jednym z osiedli Londynu [źródło: materiały udostępnione na stronie internetowej Fundacji MY

Wspólny ogród i wspólna odpowiedzialność (kolektywne nakłady: praca, zakup sadzonek i narzędzi itd.) dać mogą korzyści większe, niż radości z aktywności ogrodniczej przy pielęgnowaniu roślin i skutecznej samoorganizacji – ogród może służyć do odpoczynku (np. joga na wolnym powietrzu),  zabawy (pikniki, kinderbale, grille, koncerty) lub edukacji (np. w zakresie botaniki czy entomologii).

Ogród społeczny może być również skutecznym (bo atrakcyjnym) narzędziem do wprowadzania zmian zaplanowanych do osiągnięcia w pracy socjalnej lub wychowawczej oraz w łagodzeniu niekorzystnych zjawisk społecznych na obszarach rewitalizacji, gdzie często trudno wywołać zainteresowanie tym procesem bez zbudowania świadomości, że kondycja miasta zależy od aktywności jego mieszkańców.

Pierwszy ogród społeczny w Polsce miał powstać w Sopocie,  w 2017 r. jako inicjatywa fundacji MY, realizowana na gruncie komunalnym i wsparta  środkami publicznymi – kwotą 150 000 zł poprzez tzw. budżet  obywatelski albo niewielkim grantem miasta. Niestety, jak dotąd  nie udało się tego projektu zrealizować.  Ostatni z kilku polskich ogród społecznych (np. w Koszalinie, Siemianowicach -Węzłowicach, Warszawie –  na cz. terenu d. fabryki Norblina) został założony w Gliwicach. Poniżej udostępniam ciekawy reportaż z dnia otwartego – imprezy zorganizowanej dla promocji idei społecznego ogrodu w mieście. Warto!

 

 

STATYSTYKA REWITALIZACJI

Główny Urząd Statystyczny  przedstawił wyniki pierwszego etapu (2015-2016) badania pn.: „Dane statystyczne z zakresu rewitalizacji na poziomie gmin”. Drugi etap tego badania rozpoczął się w maju tego roku i obejmie dokonanie pełnego bilansu terenów, które wymagają działań i wsparcia poprzez zaprogramowany proces rewitalizacji (informacje zebrane zostaną ze wszystkich gmin). Z wynikami pierwszego etapu badania można się zapoznać przeglądając prezentacje aut. GUS: tutaj

MUZYKA ULICZNA CD.

Trafny wybór utworu, niebanalny pomysł na inscenizację i ruch w przestrzeni miasta instrumentalistów orkiestry North opery w Leeds – zaskakujące przedstawienie „klasyki” poza formalną sceną. Świetny pomysł, angażujący i organizujący zwyczajnych przechodniów, w niecodzienną publiczność. Wydarzenie przygotowane w ramach projektu „Extraordinary. Everyday”.

NA KONIEC ROKU

Nowy Rok o skok, co nadzieję (przy)niesie. Nieoczywista piosenka Lecha Janerki „Nadzieja o Wrocławiu” ma już dobrze ponad dziesięć lat, a jakby powstała wczoraj – przez równie dobrze nadaje się na zwieńczenie, jak i na nowe otwarcie. DO SIEGO!

LUDZIE MARGINESU

aut.: Wojciech Młynarski

 

W ostatnich dniach, dokładnie według
Harmonogramu i wykresu,
Odbyło w naszym się osiedlu
Spotkanie z ludźmi marginesu.

Byli to dwaj przystojni chłopcy,
Oko myślące, buzia gładka,
Znali po dwa języki obce
(W tym polski! Rzecz doprawdy rzadka!).

Mówili krótko, miło, mądrze,
Doprowadzając nas do stresu
Tym, że czytali dużo książek
Dwaj młodzi ludzie z marginesu.

Ubrani byli bardzo biednie
W rzeczy gustowne, choć niedrogie,
Zarobki mieli – mniej, niż średnie,
Dwaj absolwenci filologii.

Za to premiery znali wszystkie
W teatrze, telewizji, w kinie,
Mówili z nagłym w oku błyskiem,
Czy rzecz udana była, czy nie.

Kontakty z nimi, choć pobieżne,
Dały nam poznać w jednej chwili,
Że sądy ich są niezależne
I rzadko któryś z nich się myli.

Ale osiedle ich nie lubi,
Twierdzi, że nie ma interesu,
Żeby się mieli w jego klubie
Wymądrzać ludzie marginesu.

Osiedle woli innych gości,
Tych, którzy są tej ziemi solą,
Nurt główny naszej społeczności,
Tupiący w rytmie disco polo.

U osiedlowej stojąc bramy,
Powtarzam sobie: Niech ja zginę,
Społeczność mamy, jaką mamy…
…ale na szczęście jest margines!

Ta myśl, żarliwa i łakoma,
Nową napawa mnie nadzieją,
Margines zaś siedzi po domach
I cieszy się, że go nie leją…

(źródło: Akcent 1998 nr 1/2 s. 8-9)