MIASTO NIE MA GRANIC

Lato sprzyja wędrowaniu, obserwacjom i doznaniom, które można wyzwolić albo wzmocnić, uprzednio inspirując się dobrą książką. Wędrówki po mieście, solo albo z dziećmi, wzbogaci mała „książeczka z obrazkami”: Dźwięki kolorów aut. Jimmy Liao. Gorąco (lato!) polecam.

Więcej o tej fascynującej książce: tutaj (w sekcji „Lektury”). Książkę wydało łódzkie wydawnictwo officyna.

„Dźwięki kolorów” uwodzą wspaniałymi ilustracjami, a lakoniczne komentarze czy raczej wyznania, – jak głos z „offu” – mają urok i wagę poematu…

OGRÓD SPOŁECZNY W MIEŚCIE

Lato w mieście się skończyło, już jesień – „ Zima idzie ku mnie przez park. Szybko przyjdzie wiosna i żar, lato i wakacje i park, w którym znajdę cienie wśród drzew…”[Krzysztof Klenczon, Czerwone Gitary].
Ogrody społeczne (albo ogrody społecznościowe, od angielskich community garden) mogą być sposobem na dobry początek wiosny, która szybko przyjdzie – na ulepszenie życia w mieście, nie tylko poprzez wzmocnienie relacji międzyludzkich, ułatwienie pokonywania przepaści międzypokoleniowej i dystansu, jaki powstaje za sprawą rosnącego rozwarstwienia społecznego ale również dzięki temu, że mieszczanom którzy nie mają działki za miastem czy przyjaciół na wsi, przywraca możliwość osobistego (intymnego) kontaktu z rytmem i cyklami życia natury, przeżywania radości z samodzielnego uprawiania roślin oraz częstego i dłuższego niż zazwyczaj przebywania na zewnątrz budynków, w doborowym towarzystwie innych miejskich ogrodników.
Same korzyści a koszt niewielki. Ogród społeczny może powstać praktycznie wszędzie, gdzie można wydzielić kawałek terenu, który posłuży zainteresowanej grupie osób do wspólnego spędzania czasu i wspólnego prowadzenia ogrodu: warzywnika, różanki, klombu, ogrodu leśnego, trawiastego… Ogród może powstać na kilkudziesięciometrowym skrawku ziemi, gdzie bądź – np. pomiędzy budynkami, gdzie niczego nie da się już zbudować, a wyleniałe trawniki już wszystkim obrzydły…

Ogród społeczny w jednym z osiedli Londynu [źródło: materiały udostępnione na stronie internetowej Fundacji MY

Wspólny ogród i wspólna odpowiedzialność (kolektywne nakłady: praca, zakup sadzonek i narzędzi itd.) dać mogą korzyści większe, niż radości z aktywności ogrodniczej przy pielęgnowaniu roślin i skutecznej samoorganizacji – ogród może służyć do odpoczynku (np. joga na wolnym powietrzu),  zabawy (pikniki, kinderbale, grille, koncerty) lub edukacji (np. w zakresie botaniki czy entomologii).

Ogród społeczny może być również skutecznym (bo atrakcyjnym) narzędziem do wprowadzania zmian zaplanowanych do osiągnięcia w pracy socjalnej lub wychowawczej oraz w łagodzeniu niekorzystnych zjawisk społecznych na obszarach rewitalizacji, gdzie często trudno wywołać zainteresowanie tym procesem bez zbudowania świadomości, że kondycja miasta zależy od aktywności jego mieszkańców.

Pierwszy ogród społeczny w Polsce miał powstać w Sopocie,  w 2017 r. jako inicjatywa fundacji MY, realizowana na gruncie komunalnym i wsparta  środkami publicznymi – kwotą 150 000 zł poprzez tzw. budżet  obywatelski albo niewielkim grantem miasta. Niestety, jak dotąd  nie udało się tego projektu zrealizować.  Ostatni z kilku polskich ogród społecznych (np. w Koszalinie, Siemianowicach -Węzłowicach, Warszawie –  na cz. terenu d. fabryki Norblina) został założony w Gliwicach. Poniżej udostępniam ciekawy reportaż z dnia otwartego – imprezy zorganizowanej dla promocji idei społecznego ogrodu w mieście. Warto!

 

 

CHRYSTUS MIASTA

Tańczyli na moście,
Tańczyli noc całą.

Zbiry, katy, wyrzutki,
Wisielce, prostytutki,
Syfilitycy, nożownicy,
Łotry, złodzieje, chlacze wódki.

Tańczyli na moście,
Tańczyli do rana.

Żebracy, ladacznice,
Wariaci, chytre szpicle,
Tańczyły tan ulice,
Latarnie, szubienice,
Hycle.

Tańczyli na moście
Dostojni goście:
Psubraty:

Starcy rozpustni, stręczyciele,
Wstydliwi samogwałciciele,
Wzięli się za ręce,
Przytupywali,
Grały harmonie, harmoniki,
Do świtu grali,
Tańczyli swój taniec dziki:
Dalej, Dalej!
Żarli. Pili. Tańczyli.

A był jeden obcy,
Był jeden nieznany,
Patrzyli nań spode łba,
Ramionami wzruszali,
Spluwali.

Wzięli go na stronę:
Mówili, mówili, pytali.
Milczał.

Podszedł Rudy, czerwony:
– Coś za jeden?
Milczał.

Podszedł drugi, bez nosa,
Krościasty:
– Coś za jeden?
Milczał.

Podszedł pijus, wycedził:
– Coś za jeden?
Milczał.

Podeszła Magdalena:
Poznała, powiedziała…
Płakał…

Ucichło. Coś szeptali.
Na ziemię padli. Płakali.

Julian Tuwim

(S)FOTOGRAFOWAĆ MIASTO

Miasto, podobnie jak architektura, w polskiej fotografii istnieje przede wszystkim jako tło.  Albumowe publikacje urbanologiczne, takie jak „Powstaje miasto. Tychy w fotografii Andrzeja Czyżewskiego” wciąż są rzadkością. Natomiast w zasobach internetowych można natknąć się na rozważania o „fotografii ulicznej”, czy też porady, jak zrobić „zachwycające zdjęcia w przestrzeni miejskiej” (wytłuszczenie pochodzi ode mnie).
Dlatego warto zauważyć, że w sierpniu 2018 ponownie rusza międzynarodowa letnia szkoła fotografii urbanologicznej (miejskiej). To specjalistyczny kurs dla fotografików, urbanistów, architektów, badaczy akademickich, których praca w mieście wymaga umiejętności fotograficznej dokumentacji lub wizualnej interpretacji urbanizmu.
Organizator – University of London zapewnia bardzo intensywne dwa tygodnie szkolenia praktycznego i teoretycznego. Program kursu ma na celu oferowanie uczestnikom szerokiego wachlarza odpowiednich umiejętności, prowadzących do samodzielnego wykonania fotograficznego portfolio w londyńskim środowisku miejskim. Kurs zakończy się zbiorową wystawą. Szkoła letnia będzie trwała od 13 do 25 sierpnia 2018, a termin nadsyłania zgłoszeń mija 30 czerwca. Informacje i program →http://iupss.com/about/
[wpis ilustrują urbanologiczne fotografie z zasobów IUPSS,  których autorami są: Paul Halliday (fot. na początku) i  Sabes Sugunasbesan (fot. poniżej)]

Sabes Sugunasbesan

 

GMACHY

Poeta,
wykrzyknik ulicy!

Masy wpółzatrzymane, z których budowniczy
uprowadził ruch: znieruchomiałe piętra.

Dachy
przerwane w skłonie.

Mury
wynikłe ściśle.

Góry naładowane trudem człowieczym:
gmachy.

Pomyśleć:
Każda cegła spoczywa na wyjętej dłoni.

 

Julian Przyboś, tomik wierszy pt.”Sponad” (1930)