FUNDUSZ MUNICYPALNY

Umowy, które niedawno podpisały dwa miasta – Jarocin i Żyrardów, zdają się dowodzić,  że koncepcja publicznego funduszu inwestującego w miastach  wreszcie jest realizowana. Fundusz Municypalny jest długoterminowym inwestorem finansowym, który kapitałem o wielkości co najmniej 5 mln złotych współfinansuje miejskie przedsięwzięcia (tj. inwestycje gminne), służące rozwojowi zasobów nieruchomości wykorzystywanych do realizacji zadań własnych (w szczególności będą to mieszkania, ale nie tylko). Fundusz ma charakter długookresowy – nawet do 25 lat, a warunki inwestycji mają być dostosowywane w elastyczny sposób do konkretnej sytuacji miasta (lub jej spółki celowej). Możliwe jest negocjowanie inwestycyjnego wejścia Funduszu zarówno w miejskie projekty polegające na budowie nowych obiektów (jak np. w Jarocinie – 400 mieszkań na wynajem), jak również w projekty polegające na modernizacji, renowacji czy rewaloryzacji istniejącej zabudowy (jak np. budynek tzw. Kantoru w Żyrardowie).

PRZY OKAZJI : PAŹDZIERNIK I MIESZKALNICTWO.

diengiKiedyś październik był miesiącem oszczędzania (i) kasy. Przy okazji światowego dnia mieszkalnictwa (world habitat day, 6 października), a niewątpliwie nie tylko  wskutek trwającej kampanii wyborczej, polityczni aspiranci na lewicy dali publicznie sygnał świadczący  o tym, że przypomnieli sobie o finansowych możliwościach sektora budowlanego, a więc niejako przy okazji,  o problemach mieszkaniowych Polaków. Repetitio est mater studiorum.

Nieco wcześniej niż przed miesiącem, przy okazji niedawnej a kolejnej okrągłej rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych, nikomu z lewicy czy z prawicy nie przeszło do głowy, aby popisać się politycznym sprytem, i publicznie ogłosić, że wśród 21 postulatów strajkowych,  wciąż aktualny jest Nr 19: skrócić czas oczekiwania na mieszkanie. Według Filipa Springera (13 pięter, 2015), głód mieszkaniowy to zjawisko, z którym Polska sobie nie radzi od czasów II RP. Zastosowane przez Springera zestawienie losu warszawskich robotników, gnieżdżących się po kilku w jednej izbie,  z sytuacją współczesnych ofiar systemu, w którym  (jak  latami pouczały Polaków dodatki mieszkaniowo-nieruchomościowe gazety i rzepy) mieszkanie  jest towarem jak każdy inny, to parabola karkołomna ale trafiająca w sedno: fundament (etyczny) systemu. Lepianek z warszawskiego Powiśla już dawno nie ma, ale hierarchia wartości niestety wciąż taka sama. Stosunek do człowieka, jego potrzeb i aspiracji, jest (etyczną) miarą systemu. Moim zdaniem, II RP oraz lata 1995-2015 III RP,  wobec „kwestii mieszkaniowej” upodabnia i łączy:  fasadowa postępowość, bezwzględny kult pieniądza i bogacenia się, urbanofobia oraz protekcjonizm („elit”) wobec niezamożnych „dołów” i lekceważenie ich ambicji emancypacyjnych.

Przy okazji nie sposób nie zauważyć, że jeśli kredyt jest wygodnym narzędziem sprawowania władzy, to mieszkanie (dom) na kredyt automatycznie też jest narzędziem  dyscyplinowania. I upupiania. Bardzo (długo) trwałym. Wystarczy pomyśleć, jak by to było, gdyby wodę i pożywienie można było pozyskiwać tylko tak, jak duża część Polaków pozyskuje samodzielne mieszkanie. Brak zdolności kredytowej? Skoro woda, jedzenie i schronienie są niezbędne do biologicznego przetrwania, to zdolność kredytowa staje się warunkiem przetrwania. A przy okazji jest też miarą życiowego sukcesu. 

Polityka państwa wobec mieszkania (czyli względem tego, co człowiekowi do życia potrzebne jest tak samo, jak woda i pożywienie), czy się to komuś podoba czy nie, sygnalizuje, jakie jest to państwo (czyli system). Myli się ten, kto wobec – na pierwszy rzut oka – mizernych oznak zainteresowania naszego państwa mieszkalnictwem (vide: rachityczny i meandrujący program Mieszkanie dla Młodych) uznałby, że w Polsce żadnej klarownej polityki mieszkaniowej nie ma, i  wreszcie trzeba się tym na poważnie zająć (rzecz jasna, że PO wyborach). System funkcjonuje. Działa i kreuje także to, co nazywamy polityką  mieszkaniową. Dowody?
Przy okazji  proszę zajrzeć do projektu Krajowej Polityki Miejskiej czy do dwóch nowych ustaw, o związkach metropolitalnych (z 9 października), ustawy o rewitalizacji (z 23 lipca/9 października). Podobno również w październiku rusza reaktywowany program budowy nowych mieszkań na wynajem, finansowany przez Bank Gospodarstwa Krajowego (30 000 mieszkań w ciągu 10 lat). Polityka mieszkaniowa, choć nie spisana, ma czytelny kształt  oraz grono skutecznych, choć najpewniej nieświadomych swej roli, realizatorów którzy działają, niejako przy okazji. Cui Bono?  

ZIEMIA OBIECANA. MIASTO I NOWOCZESNOŚĆ

Wystawa, którą można oglądać przez cały czas tegorocznej jesieni, aż do dnia św. Mikołaja (6 grudnia) w budynku Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego (przy ulicy Dobrej 56/66).  Dlaczego warto?

Po pierwsze, wystawa pokazuje formowanie miejskości, jako splot różnych czynników i zjawisk – ujmując je całościowo: proces kształtowania się nowoczesnego miasta na ziemiach polskich pod zaborami. Oprócz tego, o czym przy urbanizacji zwykle mowa (czyli o industrializacji,  demografii, urbanistyce i architekturze) ta wystawa mówi również: o higienie i o modzie, zaznacza narodziny kultury konsumpcyjnej (masowej) i pojawienie się nowoczesnego konsumenta, pokazuje splot urbanizacji z tworzeniem trzeciej władzy (mediokracji), wtedy przede wszystkim prasy codziennej oraz uświadamia splot urbanizacji z rozwojem reklamy. Ekspozycja pokazuje największe miasta trzech zaborów: Kraków, Lwów, Łódź, Poznań i Warszawę, oraz ich rywalizację na polu: symboli (narodowych) i atrakcji w (ówcześnie) nowej przestrzeni publicznej rozrywki: kawiarni, sal tanecznych, salonów mody, teatrów i teatrzyków na wolnym powietrzu, wystaw, zawodów sportowych – form aktywności dziś popularnych,  a wtedy zupełnie nowych, utożsamianych z modernizacją i demokratyzacją miasta.
Drugi powód, dla którego warto zajrzeć na Długą, to sposób podejścia do aranżacji wystawy i wybór eksponatów (autorami scenariusza są prof. Grażyna Szelągowska i prof. Michał Kopczyński). Materiały ikonograficzne i artefakty z epoki pochodzące ze zbiorów muzeów i z kolekcji prywatnych. Wśród eksponatów są m.in. bicykl, telegraf, maszyna do pisania i secesyjna kasa sklepowa, oryginalne nakrycia głów i suknie z epoki (w tym pierwsze modele szyte seryjnie, choć częściowo jeszcze ręcznie), telefon Ericssona i aparat fotograficzny Kodaka. Warunki życia i kontrasty w ówczesnym mieście ilustrują: ozdobna muszla klozetową i spluwaczka.

Trzecim powodem by tę wystawę odwiedzić, jest cykl wykładów:

13 października (wtorek), prof. Grażyna Szelągowska, Narodziny miejskiej kultury popularnej,
19 października (poniedziałek), prof. Tadeusz Cegielski, Kryminał – literatura popularna a nowoczesność,
26 października (poniedziałek), dr Agnieszka Janiak-Jasińska, Narodziny konsumenta: stare i nowe formy handlu w środowisku miejskim,
3 listopada (wtorek), prof. Bolesław Orłowski, Miasto i technika,
10 listopada (wtorek), prof. Igor Kąkolewski, Czytanie miasta: symbole w przestrzeni miejskiej,
24 listopada (wtorek), dr Magdalena Gawin, Miasto i higiena.

Organizatorem wystawy jest muzeum w budowie: MUZEUM HISTORII POLSKI

PLAC ZABAW W MIASTO

vector seamless background with kids

Jak podają poważne źródła naukowe, pierwszy plac dostępny publicznie, zaprojektowany i zbudowany z myślą o zabawie dzieci powstał już dawno temu: w roku 1859, w jednym z publicznych parków Manchesteru.
Zabawa jest elementem (miejskiego) życia, ale nasilające się zjawisko przesuwania w czasie wejścia w dorosłość przybliża moment, w którym miasto stanie się już (tylko) jednym dużym placem do zabawy, rozrywek i gier  dla dzieci – małych i dużych.

Gra to odrealniona sytuacja konfliktowa, odległa od rzeczywistego życia. Jej bezproduktywność elegancko nazywa się „sumą zerową”. W grze nie tworzy się niczego nowego, zasoby są stałe, przesuwane czasowo – od przegranej do wygranej, zatem strata i zysk są fikcyjne lub, jak kto woli, umowne. Konsekwencje przyjęcia „gry” jako perspektywy wyjaśniania fenomenu miasta można poznać, sięgając do książki aut. Czesława Bieleckiego: Gra w miasto.

Gra rządzi  się regułami, których przestrzeganie jest warunkiem koniecznym uczestnictwa w zabawie. Wykluczenie boli. Ryzyko? Suma zerowa: (podobno) nikt nie zyskuje, ale też nikt nie traci (wszystkiego). I tak się ta karuzela kręci…
Jeden z lepszych praktycznych przykładów „gry w miasto” to mieszkalnictwo. Zabawa w „winien i ma”? Owszem. Dla zainteresowanych konwencją tej zabawy – dwa raporty, do samodzielnej analizy porównawczej. Dobrej zabawy.

PROJEKT USTAWY O REWITALIZACJI

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju opracowało kolejny projekt ustawy regulującej prowadzenie procesu planowej rewitalizacji w polskich gminach. Tekst projektu dostępny jest TUTAJ.

Jak wcześniej zapowiadano (w założeniach do tej ustawy) projekt przewiduje, że rewitalizacja będzie fakultatywnym zadaniem własnym gminy, prowadzonym w oparciu o gminny program rewitalizacji, którego przygotowanie i prowadzenie ma być transparentne i uspołecznione, między innymi wskutek powołania Komitetu Rewitalizacji, a wyprowadzenie obszaru rewitalizacji (obszaru zdegradowanego) ze stanu kryzysu ułatwić ma utworzenie Specjalnej Strefy Rewitalizacji (ustanowienie takiej strefy ma być aktem prawa miejscowego), w której rada gminy może wprowadzić zakaz wydawania decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu i udzielać dotacji na roboty budowlane w częściach wspólnych budynków i prace konserwatorskie w wysokości do 50% kosztów.

W projekcie przewidziano tryb przekształcania istniejących programów rewitalizacji (np. LPR’ów) w GPR. Projekt przewiduje również liczne zmiany w już obowiązujących przepisach, miedzy innymi wprowadza:

  • podwyższenie podatku od tych nieruchomości w SSR które pozostają niezabudowane choć są w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego przewidziane do zabudowy,
  • możliwość udzielenia bonifikat przy sprzedaży nieruchomości na cele realizacji przedsięwzięć rewitalizacyjnych zawartych w GPR,
  • prawo pierwokupu nieruchomości w SSR przez gminę,
  • ograniczenie wysokości opłat adiacenckich w SSR do 75% wzrostu wartości nieruchomości,
  • możliwość uchwalenia dla obszaru rewitalizacji miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego obszaru rewitalizacji, o zakresie ustaleń znaczenie wykraczającym poza „standardowy” plan miejscowy (obejmujące np. określenie  dopuszczalnych lub zabronionych rodzajów działalności gospodarczej, czy możliwość zawarcia umowy urbanistycznej dotyczącej realizacji i przekazania gminie infrastruktury technicznej),
  • rozszerza, ustaloną w art.4 ustawy o działalności pożytku publicznego i wolontariacie, sferę zadań publicznych – o rewitalizację,
  • łagodzi wymagania Prawa zamówień publicznych, w odniesieniu do udzielania zamówień publicznych na niektóre zamówienia, usługi i roboty budowlane realizujące przedsięwzięcia zawarte w GPR,
  • zalicza przedsięwzięcia rewitalizacyjne gminy do katalogu przedsięwzięć, które podlegają odrębnemu opisaniu w uchwale o wieloletniej prognozie finansowej gminy.

Propozycje regulacji, które zostały przedstawione w projekcie ustawy są w sporej części całkiem sensowne. Niestety w tym projekcie bardzo brakuje choćby próby rozwiązania problemu podstawowego (i pomimo funduszy UE wciąż dotkliwego), a mianowicie niedostatku kapitału chętnego do (współ-) finansowania rewitalizacji w miastach. Nie przewidziano żadnych zachęt, np. ulg podatkowych (PIT, CIT, VAT) stymulujących podejmowanie przedsięwzięć rewitalizacyjnych przez podmioty spoza sektora komunalnego (tj. osoby i instytucje prywatne). A to, co można było jeszcze jakoś wytłumaczyć troskliwą dbałością ministerstwa o koncentrację nakładów z EFRR i EFS, czyli ustalenie kryterium  20% terenów/30% mieszkańców, jako maksimum dla „gabarytu”obszaru rewitalizacji wg projektu Wytycznych w zakresie rewitalizacji w programach operacyjnych na lata 2014-2020 (tekst tego projektu TUTAJ), jako kryterium  ustawowe (art.5 projektu) jest moim zdaniem zupełnie zbędne, skoro za takim ograniczeniem nie idzie żadna, znacząca pomoc państwa. 

PROJEKT ZAŁOŻEŃ USTAWY O REWITALIZACJI

Po ogólnym komentarzu do projektu Założeń ustawy o rewitalizacji (tutaj), czas na przedstawienie szerszej opinii:

1.Zarysowane we wstępie do Założeń, słuszne i powszechnie postulowane cele motywujące do ponownego podjęcia próby prawnego uregulowania procesów rewitalizacji, które następnie zostały rozwinięte w pierwszej części Założeń, tylko w części znajdują odzwierciedlenie w proponowanych dalej regulacjach i rozwiązaniach organizacyjno-prawnych.  Natomiast wyłożona we wstępie sensowna deklaracja chęci wprowadzenia ogólnych ram formalnych została zrealizowana, á rebours, bowiem propozycje ujęte w założeniach, w sumie, składają się na koncepcję zaskakująco szczegółowego, sformalizowanego i dyrektywnego wzorca postępowania, identyczną dla wszystkich typów gmin, zatem także przeróżnych kategorii polskich miast. W ten sposób, zamiast pożądanego cyt.: zapewnienia skuteczności i powszechnego charakteru działań rewitalizacyjnych, a także ich kompleksowości i wprowadzenia mechanizmów koordynacji, osiągnąć można tylko rezultat przeciwny – wyhamowanie z trudem zapoczątkowanych procesów rewitalizacji, ograniczenie i tak wciąż niedostatecznego udziału sektora prywatnego. Założenie, że zapewnienie stymulacji procesów rewitalizacji środkami unijnymi gwarantuje ich kontynuację, co najmniej, na dotychczasowym poziomie, i to niezależnie od stopnia skomplikowania nowych procedur lub nowych przepisów, może być bardzo mylące, i przez to lepiej by nie przyświecało tym, bardzo obiecującym, pracom legislacyjnym.

2.Projekt Założeń przedstawia zarys planowanych ram prawnych dla programowanego procesu rewitalizacji, inspirowanego i sterowanego przez samorząd lokalny (nie tylko w miastach).  Wytyczenie ram prawnych zostało jednak utożsamione z opisaniem procedur – algorytmu działania organów jst, co w czasach public governance wydaje się być konstrukcją przestarzałą, bowiem osadzoną w weberowskim modelu biurokracji, tak odległym od wspólnotowej koncepcji sieci instytucji publicznych działających na rzecz rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.

3. Od ponad dekady postuluje się dokonanie dwóch kluczowych zmian w polskim prawie, których wprowadzenie ma w powszechnej opinii znacząco ułatwić realizację złożonych programów rewitalizacji, prowadzonych przez jednostki samorządu terytorialnego.  Pierwsza z nich to jednoznaczne uznanie, że programowana rewitalizacja leży w kompetencji  (znajduje się w gestii) samorządu gminnego. Wymaga to dodania rewitalizacji do już teraz mocno rozbudowanej listy zadań własnych gminy (w art.6 ustawy o samorządzie gminnym). Druga polegać ma na upowszechnieniu tezy, że programowana rewitalizacja jest przedsięwzięciem podejmowanym w publicznym, a więc wspólnym interesie.  A wobec tego, że interes taki przedkłada się nad inne, w tym nad indywidualne prawo własności,  proces rewitalizacji nie powinien być wstrzymywany  wobec jednostkowego interesu prywatnego. To wymaga, w najprostszym ujęciu tego zagadnienia, przynajmniej rozszerzenia katalogu inwestycji celu publicznego (w art. 6 ustawy o gospodarce nieruchomościami).  Analizowany projekt Założeń zawiera propozycje odnośnie do obu postulowanych zmian. Podaje przy tym jednak takie argumenty lub komentarze, które wymagają by się tu do nich odnieść.  Trzeba więc zwrócić szczególną uwagę, że zadanie własne (gminy), to atrybut samodzielności  i  dla samorządności pojęcie fundamentalne. Fakt, że w praktyce zostało ono mocno nadszarpnięte linią orzeczniczą  instytucji nadzorujących jst, nie powinno skłaniać do tego, by w projekcie założeń do ustawy wpierw sugerować, że zadanie własne gminy nie musi wcale być wykonywane, by potem, i to  bardzo szczegółowo – określać kryteria, metody i  standardy  jego realizacji, gdy pomimo „fakultatywności”  gmina jednak je podejmie (albo będzie kontynuować na nowych zasadach).  Dualizm ten jest nie do pogodzenia z aktualną koncepcją i pojęciem inwestycji celu publicznego, którą może być tylko przedsięwzięcie konieczne lub niezbędne, bowiem tylko takie uzasadnia sięganie do środków przymusu administracyjnego: pierwokupu albo wywłaszczenia.  Wydaje się, że w projekcie dylemat ten próbowano rozwiązać poprzez przypisanie do kategorii inwestycji celu publicznego jedynie społecznych projektów mieszkaniowych. To zaś prowadzi do wniosku, że to one stanowić mają niezbędny (konieczny) element każdego programu rewitalizacji (wg projektowanej ustawy), co z kolei skłania by zachęcić projektodawcę do głębszego zastanowienia się nad tym, czy aby faktycznie to właśnie programowana rewitalizacja służyć ma, w przyszłości, za uniwersalne narzędzie niwelowania deficytów mieszkaniowych (vide ta część Założeń, która poświęcona jest SSR). Jeśli takie są plany, to w jaki sposób mają zostać sfinansowane, skoro – jak zaznaczono w projekcie – dodanie rewitalizacji do katalogu zadań własnych gminy nie będzie pociągało za sobą żadnych zmian w źródłach dochodów jst?

3. Pytanie o sposób finansowania towarzyszy lekturze projektu od początku do końca, ale nie sposób znaleźć na nie odpowiedzi, niezależnie od tego czy stawia się je z perspektywy sektora publicznego czy też prywatnego. Dostępność finansowania części działań rewitalizacyjnych ze środków unijnych nie jest przecież ani wystarczająca ani dana raz na zawsze. Trzeba więc przypomnieć, że dwie, wielokrotnie wskazywane, równie ważne i wzajemnie sprzęgnięte bariery rewitalizacji, to: niedostatek finansowania i niedrożność prawno-organizacyjna. Dlatego też podjęcie wysiłku przygotowania Założeń, a później ustawy, dla promocji rewitalizacji bez sensownych rozwiązań dla zapewnienia dopływu odpowiedniego finansowania tych wieloletnich procesów wydaje się być, co najmniej, dyskusyjne o ile nie daremne. A w projekcie znaleźć można przecież symptomy dostrzegania tego problemu. Są w nim propozycje, które warto rozwinąć i wzbogacić (wyższa stawka amortyzacji budynków w obszarze interwencji) ale i takie, które należałoby gruntownie przemyśleć, zweryfikować ich celowość (np. objęcie podwyższoną stawką podatku od nieruchomości, przewidzianych do zabudowy – w planie miejscowym lub miejscowym planie rewitalizacji – nieruchomości niezabudowanych, po upływie 4 lat od dnia uchwalenia planu miejscowego lub miejscowego planu rewitalizacji).

4. Finansowanie procesu rewitalizacji  ściśle wiąże się ze stanem bazy ekonomicznej miasta, a szczególnie ze zdolnością do trwałej zmiany relacji społeczno-gospodarczych na obszarze dotkniętym  kryzysem i wokół niego. Bez silnych narzędzi regulacji zachowań sektora prywatnego, interwencja publiczna nazywana rewitalizacją pozostanie na poziomie usługodawczym – dostarczania rozmaitej infrastruktury i upiększania przestrzeni publicznych. Projekt Założeń w obecnym kształcie nie dostarcza koncepcji regulatorów gospodarki w obszarze rewitalizacji i w jego otoczeniu, choć przecież zarówno z teorii jak i z praktyki wiemy, że proces znaczącej interwencji publicznej pozbawiony tego rodzaju regulacji wywołuje również niepożądane, najczęściej nieodwracalne skutki (np. wypieranie lub sortowanie ludności, odpływ lokalnej mikro/małej przedsiębiorczości, spekulacyjny obrót nieruchomościami itd.). Propozycja, aby gmina zyskała „prawo kształtowania struktury działalności gospodarczej” sugeruje, że indukowanie ożywienia gospodarczego i związane z tym dylematy  interwencji w mechanizmy rynkowe były przedmiotem refleksji w pracach nad projektem Założeń. Warto ten kierunek w przyszłości uważnie rozwinąć i wzmocnić projekt konkretnymi propozycjami mechanizmów regulacyjnych, korzystając przy ich konstrukcji z porównawczych badań empirycznych na tym polu (np.  poprzez implementację wniosków z pracy Whose Urban Renaissance?: An international comparison of urban regeneration  strategies, pod redakcją Libby Porter i Kate Shaw,  wyd. Routledge). Przy tej okazji  trzeba też przypomnieć, że narzędziem o fundamentalnym znaczeniu dla kształtowania struktury działalności gospodarczej na określonym obszarze  jest po prostu plan zagospodarowania przestrzennego (miejscowy), który w normalnych warunkach, tj. systemowego gospodarowania przestrzenią (jako np.  Bebauungsplan [D] czy Zoning plan [USA] ) służy zarówno do kontroli sposobu zabudowy lub zagospodarowania terenu  jaki i  do regulacji użytkowania istniejących budynków i obecnych form użytkowania nieruchomości gruntowych. Oprócz tego, wydaje się że w dalszych pracach może być pomocne uwzględnienie anglosaskich doświadczeń pokazujących, że w sposób skuteczny i trwały można stymulować  zmiany relacji gospodarczych w obszarach zdegradowanych, czasowo modelując  przepisami  adresowanymi do terytorium interwencji 3 kluczowe parametry:  ryzyko, koszty, zysk. Modyfikacja w sposobie prowadzenia działalności gospodarczej będzie tego (przewidywalną) pochodną.  Stymulacja samym podatkiem od nieruchomości, gdy w obecnych warunkach pobierany jest on od wielkości  nieruchomości zamiast od jej (zmieniającej się) wartości, najprawdopodobniej nie przyniesie zauważalnych, istotnych  skutków. Tym niemniej to narzędzie powinno być pozostawione do decyzji gminy.  Natomiast  inne instrumenty:  CIT, VAT oraz PIT, mogą i powinny zostać wreszcie wykorzystane, np. w sposób proponowany w poprzednim projekcie założeń do ustawy. Omijanie tego zagadnienia sprowadza się do omijania problemu finansowania procesów rewitalizacji, w tym – kwestii  zasadniczej a zastrzeżonej do właściwości ustaw(y), a mianowicie stymulowania tych procesów za pomocą środków publicznych (wprost, bądź pośrednio) –  jako korzystnych  z punktu widzenia interesu publicznego.

5. Jak pisze prof. Jerzy Regulski, samorządność to prawo do stosowania różnorodnych rozwiązań, w zależności od lokalnych potrzeb i warunków. Zatem słuszne, skąd inąd, zatroskanie o dobre warunki dla uspołecznienia procesu rewitalizacji, nie powinno przekładać się na propozycje, które podważają tę zasadę. Przedstawiony w projekcie pomysł, aby ustawa narzuciła gminom obowiązek powołania komitetu (sic!) o niesprecyzowanych zadaniach i uprawnieniach, ale o składzie opartym na wyborze z grup o już ustalonych prerogatywach i kompetencjach  (organy: stanowiący i wykonawczy gminy) oraz spośród mieszkańców i właścicieli  nieruchomości (W jaki sposób? Losowo?) pokazuje, że idea społecznego uczestnictwa-partycypacji może zostać niebezpiecznie wykoślawiona. Mechanikę jej dewaluacji oraz społeczno-polityczne  tego skutki zdołano już opisać (Markus Miessen, Koszmar partycypacji, wyd. Bęc Zmiana). Pozostaje przywołać raz jeszcze profesora Jerzego Regulskiego – jeśli gmina ma robić tylko to, do czego zobowiązują ją jakaś ustawa, to gdzie tu miejsce na samorządność?

6. Analizowany projekt Założeń cechuje się skłonnością do prze-regulowania oraz stawiania nowych, nieuzasadnionych wymagań (np. „wyznaczenie obszaru zdegradowanego wymagać będzie uzasadnienia umożliwiającego sądową kontrolę prawidłowości dokonania tej czynności” czy „ograniczenie łącznej powierzchni obszarów zdegradowanych do maksymalnie 20% powierzchni gminy oraz poprzez objęcie nimi maksymalnie 30% mieszkańców gminy”). Próg procentowy, jako zunifikowane kryterium ilościowe „degradacji” broni się jedynie w przypadku, gdyby za nim miała iść znacząca acz w oczywisty sposób ograniczona zasobami, zatem np. równa dla wszystkich gmin, wieloletnia publiczna pomoc finansowa. Wobec braku takich koncepcji w analizowanym projekcie, trzeba sugerowane ograniczenie swobody diagnostyki i działań rewitalizacyjnych do owych 20% (30%) interpretować albo jako nieporozumienie albo próbę wprowadzenia „zapisu” na faktyczny, a wciąż gruntownie nieprzebadany, zasięg zjawiska degradacji w polskich miastach.

NARODOWY PLAN REWITALIZACJI

 

 

 

 

 

 

W czasie III Kongresu Rewitalizacji (4-6.06) Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju zamiast wcześniej anonsowanego Narodowego Planu Rewitalizacji przedstawiło Założenia do tego planu.
Rewitalizacja jest w nim przedstawiona jako panaceum na wszelkie problemy środowiska miejskiego (s.1 i 2) choć przecież trudno uznać, że jest to jedyny sposób wprowadzania zmian  na lepsze i naprawiania środowiska miejskiego.
Korzystne jest zaakcentowanie, wielokrotne wyraźne zaznaczanie, że rewitalizacja to nie tylko interwencje w istniejących obiektach kubaturowych i infrastrukturze obszaru kryzysowego (np. s.3 i 4) oraz deklaracja, że planowana legislacja na rzecz rewitalizacji uwzględni rozważenie postulowanego od lat uznania jej za cel publiczny w rozumieniu ustawy o gospodarce nieruchomościami.
Pozytywne są również założenia odnoszące się do ustaleń, które znajdą się w Wytycznych w zakresie rewitalizacji obszarów zdegradowanych, w zakresie przewidywanego wsparcia tych działań środkami UE w Polsce, w perspektywie finansowej na lata 2014-2020. Dotyczy to szczególnie przewidywanego ustalenia preferencji dla rewitalizacji w krajowych programach operacyjnych (s.10). Podobnie oceniam deklarację przeprowadzenia projektów pilotażowych (s.18) oraz planowane wdrożenie modułu informacyjno-edukacyjnego (s.19). Korzystne jest również dostrzeżenie w Założeniach faktu, że dla rewitalizacji niezbędne są instrumenty finansowego wsparcia mieszkalnictwa (s.14), natomiast wątpliwości budzi przewidywany, bardzo ograniczony zakres tego wsparcia, adresowanego głównie do gmin, bowiem zasygnalizowane uwarunkowania programu przygotowywanego przez BGK (Fundusz Mieszkań na Wynajem) zdają się powielać błędy (?) Programu Mieszkanie dla Młodych (stymulującego realizację nowego budownictwa na obrzeżach miast). Najsłabszym elementem Założeń są moim zdaniem propozycje dotyczące przekształcania relacji gospodarczych i tworzenia miejsc pracy w obszarach kryzysowych. Instrumenty aktywizacji zawodowej (s.16), koncentrując się na ekonomii społecznej i skorygowaniu istniejących zasad korzystania z Funduszu Pracy, pomijają kwestie stymulowania przekształcania bazy ekonomicznej miast dotkniętych degradacją i  zwiększania podaży różnorodnych miejsc pracy.
Niepokojące jest założenie, że plan kształtowany będzie w perspektywie roku 2022, co wobec uwarunkowań redystrybucji środków UE wskazuje, że będzie to plan skoncentrowany na aspektach istotnych przede wszystkim z punktu widzenia sprawnej ‘konsumpcji’ środków unijnych.
Narodowy Plan Rewitalizacji, po dyskusji na jego Założeniami, ma powstać w tempie, które umożliwi jego przyjęcie przez Radę Ministrów na przełomie 2014 i 2015. Oby tylko ta prędkość planowania rewitalizacji nie odbiła się na jakości.

 

ULICA MIŁA

Ulica Miła wcale nie jest miła.
Ulicą Miłą nie chodź, moja mila.
Domy, domy, domy surowe,
trzypiętrowe, czteropiętrowe,
idą, suną, ciągną się prosto,
napęczniałe bólem i troską.
W każdym domu cuchnie podwórko,
w każdym domu jazgot i turkot,
błoto, wilgoć, zaduch, gruźlica.
Miła ulica.
Miła ulica.

Na ulicy Miłej jest zakład pogrzebowy,
obok jatka i sklepik z balonem wody sodowej,
naprzeciwko – klinika lalek, naprawa parasoli…
Perspektywa rzeźnickim nożem przecina oczy. To boli.
Jezdnią, po kocich łbach, trąbiąc pędzi pogotowie,
to pod trzynastym powiesił się fryzjer, który miał źle w głowie:
czytał powieści detektywne, chciał zostać aktorem,
wiecznie coś deklamował albo śpiewał piskliwym tenorem.
Moja mila, ty nie wiesz, jak źle
ulicą Miłą błąkać się we mgle,
niosąc bezdomne marzenie i nie napisany wiersz.
No, powiedz, miła czy wiesz?
To nie była dusza fryzjera, to był anioł prawdziwy,
jak z trampoliny wzbił się z ulicznej perspektywy,
leciał na białych skrzydłach i ponad każde podwórko
rzucał bawiącym się dzieciom jedno bialutkie piórko,
dzieci piórka anielskie rączkami chwytały, chwytały,
a wtedy z ciemnego nieba spadł śnieg anielsko biały.
Ludzie, ludzie, ludzie wieczorni gorliwie dreptali piechotą,
anioł zniknął, dzieci posmutniały, zostało błoto.
W nocy nad ulicą Miłą – gwiaździsta ospa.
W nocy na ulicy Miłej – rozpacz.
i wiele troski zobaczysz, mila, przechodząc miastem,
ale najwięcej na ulicy Miłej pod numerem trzynastym.
W suterenie pogrzeb.
Niedobrze.
Na parterze płacze wdowa po fryzjerze.
Na pierwszym piętrze – plajta, komornik. A na drugiem
służąca otruła się ługiem.
Na trzecim piętrze rewizja – mundurowi, tajniacy.
Na czwartym czytają „Kurier Warszawski” – „poszukiwanie pracy”.
Na poddaszu dziewczyna dziecko dwudniowe zabiła.
Miła ulica.
Ulica Miła.

Na ulicy Miłej ani jedno drzewko nie rośnie,
na ulicy Miłej – w maju! – ludzie nie wiedzą o wiośnie,
ale cały rok hula perspektywa łysych gazowych latarni,
łbem waląc w mur cmentarny.
Moja miła, ja tą ulicą nie chodzę,
choćby mi było po drodze.
Nawet kiedy do ciebie się śpieszę,
nie idę ulicą Miłą,
bo kto wie, czy się tam nie powieszę.

Władysław Broniewski (1897-1962)

POLITYKA WOBEC MIAST [2]

Odnotować trzeba, że kilka dni temu Rada Ministrów przyjęła Założenia polityki Rządu wobec miast, które ujęto w dokumencie zatytułowanym Założenia Krajowej Polityki Miejskiej.
Założenia te ewoluowały, a pierwsza wersja upubliczniona została w ubiegłym roku.
Na dwudziestu stronach zmieściła się – stworzona na potrzeby nowej perspektywy finansowej UE- skromnie skrojona koncepcja oddziaływania na zmiany w polskich miast wraz z opisem planowanych instrumentów realizacji. Przyjąć to można za wyraz konstruktywnych intencji. Dobre i to, i co więcej – w porównaniu z poprzednią wersją Założenia wyraźnie zyskały, zarówno co do treści jak i formy.
Wadą poważną jest według mnie uporczywe pomijanie kwestii mieszkaniowej w miastach, a tłumaczenie tego podziałem kompetencji pomiędzy resortami to unik – wszak są to już teraz Założenia rządowe, nie resortowe, których przyjęcie zbiegło się z przekazaniem informacji o kontrowersyjnym pomyśle rządowego Funduszu Mieszkań na Wynajem, który – gdyby doszło do jego realizacji w zapowiadanym kształcie – dobiłby śródmieścia, stymulując finansową pomocą wartą 5mld zł przeprowadzkę do nowych domów na peryferiach, dodatkowo katalizując tym proces sub-urbanizacji polskich miast.

6%

Zadziwiające, że efektywne wykorzystywanie istniejącego zasobu mieszkaniowego miast
(tj. komunalnych lokali mieszkalnych) stanowi problem, z którym wciąż  nie potrafimy sobie poradzić. Sprywatyzować, a problem sam się rozwiąże
lub – Wystarczy poczekać, depopulacja odwróci relacje popyt/podaż… Jakie to proste! A rodzina na swoim, wynajętym od gminy, osiądzie już za jakieś 25/30 lat -na komunalne mieszkanie ma obecnie szanse zaledwie 15% z uprawnionych (ujawnionych, czyli oczekujących na realizację wniosku).
Niedostatkiem ilości mieszkań komunalnych można wiele tłumaczyć, ale chyba jednak nie wszystko uzasadnić.
Z opublikowanego niedawno raportu Najwyższej Izby Kontroli  wynika (warto poświęcić popołudnie, aby ten niezbyt obszerny RAPORT przeczytać), że  2/3 miast (23 z 34 skontrolowanych) nie radzi sobie z własnym zasobem mieszkań i nie potrafi sensownie nim zarządzać. Co więcej, 1/3 z nich (12 na 34 skontrolowanych) nie dba o informacje o posiadanych mieszkaniach, nie prowadzi rzetelnej ewidencji lokali mieszkalnych [s.38].
Jeśli uznać wyniki tej kontroli za miarodajne i uprawniające do uogólnień, to nie zdziwi, że wielkość nieużytkowanego zasobu mieszkaniowego miast wyraźnie rośnie – stanowi obecnie mniej więcej 6% ogółu komunalnych mieszkań [s.7 raportu]. W relacji, nawet tylko do postępu w prywatyzowaniu zasobów mieszkaniowych miast (który ocenia się na 5% rocznie), jest to udział znaczny. I strata.